Szkola zycia - staz w krakowskiej "Zakladce"

Szkoła życia, bo tak zatytułowałem najnowszy wpis na moim blogu to idealny tytuł, by nazwać niezwykły czas jaki przeżyłem ostatnio w restauracji "Zakładka Food & Wine" w Krakowie, gdzie szefem kuchni jest Rafał Targosz. To...niezwykła restauracja! Idąc na spotkanie z Szefem nie miałem pojęcia co mnie może tam czekać. Francuska kuchnia, wyjątkowe wnętrze i przede wszystkim ta francuska, klimatyczna muzyka jakby...z paryskiej kawiarni. Podkreślam - magiczne miejsce.

Pierwszego dnia usłyszałem: "ubieraj fartuch i do pracy". Od tej chwili wiedziałem, że zaczyna się niesamowita przygoda. Chef Rafał Targosz zapoznał mnie z wszystkim kucharzami, którzy u niego pracują i nadszedł czas, gdy mogę zobaczyć to co najważniejsze, czyli kuchnię. Poznałem wszystkie jej zakądki oraz produkty najwyższej jakości, z których zostają przygotowywane dania. Ten francuski aromat potraw już od tego dnia pokazał mi, że to naprawdę coś innego niż na całym krakowskim rynku. 

Nadszedł czas na naukę. Nigdy nie zapomnę tego dnia, w którym dostawca mięs dostarczył tajemnicza białą skrzyneczkę. Była ze styropianu, więc domyśliłem się, że idealnie można w tym przewozić coś w lodzie. Nie myliłem siś, gdy Chef otworzył były tam rybki...sardynki prosto z morza. Całe, niefiletowane, po prostu ze wszystkim. Wiedziałem, że zbliża się niebezpieczeństwo :) Kucharz Mateusz miał mnie "pilnować", a przy okazji nauczyć całej obróbki ryby. To wydawało się nierealne dla samego mnie...cała skrzynka świeżych sardynek. Te kilka godzin mozolnej, nieudającej się pracy...straszne. Pierwsza, druga, trzecia, czwarta, gdzie tu do ok. 50 szt. Szło mi naprawdę kiepsko! Podczas, gdy Mateusz przyszedł na kontrolne mojej pracy w pewnym momencie się zdenerwował. Wytłumaczył mi wtedy bardzo ważną rzecz. To nie są moje pieniądze, aby niszczyć produkt, to są pieniądze Chefa. Gdy ja zawale, to on usłyszy niemiłe słowa. Bardzo mnie to dotknęło i zdałem sobie sprawę jak muszę się starać. Dwudziesta, dwudziesta pierwsza...zaczęło być coraz lepiej, aż doszedłem naprawdę do perfekcji.


Potem były krewetki...była pewna akcja z ich obieraniem, ale myślę, że nie warto o niej opowiadać, bo miałem rację, a stałem się obiektem lekko mówiąc krytyki od kucharza.
Następne dni były już coraz lepsze. Mogłem coraz więcej. Jednego dnia kucharza odpowiedzialny za dział cukierni dał mi przepisy i prosił o zrobienie wszystkich wypieków, które będą podawane gościom w poczęstunku. W tym momencie spłynęło po mnie coś niesamowitego i doszło, że muszę się bardzo postarać, aby klienci byli zadowoleni. To było pierwsze wyzwanie...dla mnie naprawdę ogromne. Następny dzień to sprawdzian mojego stanu psychicznego. Powiem szczerze, że było bardzo ciężko, aż ok godz. 15 powiedziałem sobie dość i musiałem opuścić kuchnię. Przychodząc do pokoju w którym spałem powiedziałem sobie, że kuchnia to nie jest plac zabaw, a rollercoaster. Nie będzie pochwał, bo nie ma za co, a krytyka stawała się dla mnie rutyną w tym dniu. Myślę: "facet, weź się ogarnij i zacznij pracować jak reszta, po coś tutaj przyszedłem". 


Kolejny dzień powitał mnie cebulą...krojeniem cebuli. 
Gdy Chef pokazał mi jego technikę krojenia, od razu patrząc na swoje wyczyny pomyślałem, że mi zdawało się, że potrafię. Pierwsza cebula, druga, trzecia...myślałem, że się popłaczę. Dlaczego mi nie wychodziło. Wiedziałem, że muszę się tego nauczyć. I tak po kilku cebulach nauczyłem się czegoś najcenniejszego co w kuchni jest najbardziej cenione...krojenia cebuli.
Następne dni pokazały mi pracę cukierni. Tradycyjne francuskie przepisy spowodowały ogromny uśmiech na mojej twarzy, krem brulee, różne tarty oraz bezy. Było naprawdę smakowicie. 


A teraz najważniejsze. Nie byłoby mnie tam jeśli nie Chef Rafał Targosz. To dzięki niemu we właściwym czasie mogłem znaleźć się w kuchni jego restauracji i poznąc tajniki francuskiej kuchni. To on swoim pozytywnym podejściem do mnie nauczał, pokazywał i tłumaczył. Naprawdę nie ma słów, by opisać moją wdzięczność za możliwość zdobycia doświadczenia. "DZIĘKUJĘ!" To właśnie ten czas dał mi ogromną szkołę życia. Wrzesień pokaże gdzie się znajdę...czy Kraków czy Warszawa, czy Rzeszów. Mam nadzieję, że postapie dobrze. Teraz bardzo intensywny czas...pierwsza autorska książka kulinarna. Mam nadzieje, ze sprosta waszym trendom gotowania.



Komentarze

Popularne posty